Teatr nie zaczął się dla mnie od kursów dramy I i II stopnia prowadzonych w Poleskim Ośrodku Sztuki przez przemiłe panie: Anetę i Hanię, ale nie będę Ci z detalami opisywać moich występów w roli Papkina z „Zemsty”, Podkomorzyny z „Powrotu posła” czy czarownicy z „Roszpunki”, choć wszystkie były dla mnie bardzo ważne. Natomiast nie mogę pominąć faktu, że w listopadzie 2007 r. ukończyłam kilkumiesięczny kurs „Techniki teatralne na zajęciach pozalekcyjnych” prowadzony przez reżysera Jarka Kuszę. Temu charyzmatycznemu człowiekowi zawdzięczam bezpośrednią inspirację do stworzenia kółka teatralnego w XXVI LO. W latach 2007-2009 kółko było dla mnie olśnieniem, objawieniem, eksplozją energii, zapału, pomysłowości, spontaniczności, radości i zabawy. Kochałam je, kochałam moich aktorów, nie wyobrażałam sobie bez nich mojego szkolnego życia. Praca z nimi była moją ogromną pasją. To czas zupełnie wyjątkowy, niepowtarzalny, czas naszych sukcesów, wielkich na skromną miarę naszej wielkości. Do dziś utrzymuję kontakt z niektórymi absolwentami – kółkowiczami. Rozstanie z nimi było końcem pewnej ery. Sądziłam, że tak jak wtedy, nie będzie już nigdy. Żadne słowa nie oddadzą atmosfery, jaka wówczas panowała podczas naszych spotkań. Rotacja uczniów okazała się dla mnie wielkim wyzwaniem. Musiałam zaakceptować to, że jedni odeszli a na ich miejsce przyszli inni. Szybko okazało się, że i wśród nich są ludzie utalentowani i bystrzy. Pasja teatralna odżyła, ale przyszły też porażki i pogłębiona autorefleksja. Przede mną kolejna odsłona „Zespołu Niespokojnych Nóg”. Czekam na nią pełna twórczego niepokoju i ciekawości...

~Ania Kołaczkowska

Dawno dawno temu, w zamierzchłej przeszłości, gdy uczęszczałam do najwspanialszego LO w Łodzi, trafiłam do kółka teatralnego. Zespół Niespokojnych Nóg był wtedy jeszcze raczkującym konceptem. Początkowo nie umiałam odnaleźć się wśród wielu uzdolnionych ludzi, jednak z czasem i z kolejnymi małymi sztukami, (lubiłam je tak nazywać:) bardzo przywiązałam się do innych Niespokojnych i rozwinęłam swoje umiejętności aktorskie. Pierwsze spotkania ściągnęły wybuchową mieszankę ludzi, którzy zdecydowanie chcieli poeksperymentować. Później rozwinęły się przyjaźnie i aspiracje do coraz to wyższych osiągnięć. Kółko teatralne było dla mnie sposobem na nudę, pozwalało oczyścić umysł po ciężkim dniu oraz dawało satysfakcję osiągania kolejnych sukcesów, poprzedzonych intensywną pracą na próbach. Pierwsze - "Wesele", szaleństwa przed FETĄ, nieśmiertelną "Consuelę" i wieloma innymi. Będę je zawsze wspominać z sentymentem i łezką radości kręcącą się w oku :-)

~Daria Szewczyk – absolwentka klasy d

Fajnie było w kółku. Może brzmi to trywialnie i mało przekonująco, ale trafnie oddaje te (prawie) dwa lata. Nie mówię o poznanych osobach, bo to "oczywista oczywistość". Z niektórymi kontakt utrzymuję do dzisiaj. Bezsprzecznie, kółko było świetną zabawą. Nie chodzi o konkursy czy sukcesy, bo najważniejsze było pojawienie się na scenie. I pokazanie co "ciężko" przygotowaliśmy. Najzabawniej oczywiście było na próbach - napady głupawki, głupie pomysły (czasem przydatne, trzeba przyznać)... No i oczywiście pomysł z "haremem"... Trwa do dzisiaj, ba! powiększył się! Kółko to także pewne zobowiązanie. Niezbyt wysokie, mało wymagające. Tylko troszkę energii i pracy. Ale dzięki temu człowiek lepiej docenia czas, i nagle się okazuje, że jest go na pęczki! A to przydaje się przy "ciężkiej" licealnej pracy...

~Wojtek Mrozowski „Mrozu” - absolwent klasy e

W Kółku Teatralnym Elitarnego Najjaśnieszego XXVI LO występowałem w latach 1978-1985. Wspominam te chwile jako najradośniejsze wzniesienia mojego życia. Poznałem tam wielu cudownych i utalentowanych ludzi (jednak nie tak utalentowanych jak ja), których światłem mojej duszy niczym Mojżesz prowadziłem przez góry i doliny artyzmu i uniesień. Gdyby nie fakt, że w roku '85 ostatecznie udało mi się ukończyć naukę w liceum, zapewne nigdy nie opuściłbym łagodnej chmury Najjaśniejszego Kółka Teatralnego. Dziś, gdy w czasie mojej pracy zawodowej, wykonuję łagodne okręgi, konserwując powierzchnię płaską mojego miejsca męczarni, z rozrzewnieniem wracam do momentów, gdy wcielałem się w takie postaci, jak Sęp, Cygan, czy Drzewo nr 5, a moje serce ryczy z tęsknoty do tamtychdni.

~Stęskniony i wciąż kochający Mateusz O. - absolwent klasy d